Branża elektromobilności rozwija się ale przepisy podatkowe wciąż za nią nie nadążają. To banał, ale wciąż aktualny. Unijny pakiet VIDA (VAT w epoce cyfrowej) miał być powiewem świeżości i ułatwić życie operatorom stacji ładowania. Na start – poprzez konstrukcyjne zrównanie dostaw energii w środowisku międzynarodowym z WSTO. Obecnie, gdy polski kierowca ładuje auto za granicą, korzystając z usług polskiego dostawcy (w ramach tzw. usługi roamingowej), dostawca ten najczęściej musi zarejestrować się do celów podatku VAT w obcym państwie. Jest to obciążenie biurokratyczne, które hamuje rozwój całej branży.
Dzięki zmianie, możliwe będzie stosowanie do takich dostaw systemu OSS a dostawcy usługi ładowania nie będą musieli rejestrować się do VAT w każdym kraju swojego działania. Wystarczy rozliczać podatek w jednym okienku. Prawda, że proste?
W czym problem?
Ano w tym, że przepisy unijne wymagają wdrożenia. Analizując najnowsze propozycje polskiego Ministerstwa Finansów, trudno nie odnieść wrażenia, że proponowane rozwiązania są po prostu powierzchowne i niedostosowane do realiów rynkowych. Opieszałe. Opublikowany projekt ustawy wdrażającej pakiet VIDA w swojej pierwszej odsłonie zakłada jedynie wprowadzenie uproszczonej fikcji prawnej, zrównując dostawę prądu na stacjach ładowania z „wewnątrzwspólnotową sprzedażą towarów na odległość” (w skrócie WSTO). Czyli niby tak, jak wynika z unijnej Dyrektywy VAT. Ale to za mało.
Problem polega na tym, że WSTO (sprzedaż na odległość) z definicji wiąże się z fizyczną wysyłką lub transportem towarów do klienta w paczce, a prądu do samochodu na stacji nie da się przecież „wysłać” kurierem. Nie da się więc przełożyć wprost zasad opodatkowania towarów wysyłanych do takich, które w momencie sprzedaży nie są wysyłane „od” „do”. Przykładowo, zgodnie z art. 22 ust. 1 pkt 1a ustawy o VAT, miejscem dostawy dla WSTO jest miejsce, w którym towary znajdują się w momencie zakończenia wysyłki lub transportu do nabywcy. Jak tę zasadę przełożyć na dostawę energii na stacji? Przecież tu nie ma miejsca, w którym towary znajdują się w momencie zakończenia wysyłki. Bo nie ma wysyłki! Problemów tego typu jest więcej.
Co więcej, w projektowanych przepisach brakuje odpowiedzi na kluczowe problemy biznesowe. Nowe uproszczenia miały ułatwić rozliczenia przy sprzedaży dla zwykłych konsumentów (B2C), ale projekt milczy o praktycznych rozwiązaniach dla klientów firmowych (B2B). Jeśli polska firma naładuje auto służbowe w Niemczech, a przepisy pozostaną tak nieprecyzyjne, jak proponuje to Ministerstwo, polski operator stacji i tak będzie musiał zarejestrować się tam do VAT. To całkowicie przekreśla główny cel projektu VIDA, jakim miała być zasada jednej, uniwersalnej rejestracji.
Kolejną zignorowaną przez autorów projektu kwestią są standardowe progi kwotowe. W przypadku normalnej sprzedaży wysyłkowej mniejsi przedsiębiorcy, których sprzedaż nie przekracza limitu 10 000 euro (ok. 42 000 zł), mogą płacić podatek na starych zasadach w swoim kraju. Propozycja Ministerstwa w ogóle nie precyzuje, czy to wygodne koło ratunkowe obejmie również nowe zasady sprzedaży energii dla kierowców.
Wnioski (de lege ferenda)
Aby wdrożenie unijnych przepisów w Polsce miało sens, konieczne jest przedefiniowanie przepisów i wydzielenie specyficznego ładowania aut z ram typowej sprzedaży wysyłkowej. Należy również jasno zagwarantować w przepisach, że podczas gdy sprzedaż dla konsumentów rozlicza się w prostym systemie OSS, w relacjach biznesowych (B2B) powinien powszechnie i automatycznie działać mechanizm „odwrotnego obciążenia”, zdejmujący ciężar biurokracji ze sprzedawcy. Branża elektromobilności potrzebuje przejrzystych i nowoczesnych ram prawnych, a nie legislacyjnych protez tworzonych na kolanie. Obecne propozycje Ministerstwa Finansów są niewystarczające, powierzchowne i w praktyce stworzą luki interpretacyjne o szerokości przekopu Mierzei Wiślanej. Na szczęście jest jeszcze czas, aby to zmienić. Proces legislacyjny w toku.
